Ksanthi i okolice

Jadąc z Kavali, zaraz za rozjazdem do KERAMOTI przecina się rzekę Nestos, która wraz z Rodopami tworzy granice Tracji. O grecko-tureckim i chrześcijańsko-muzułmańskim przemieszaniu świadczą już pierwsze napotkane wioski: tureckie, istniejące tu od dawna, z domami krytymi dachówką i bielonymi wapnem; greckie, często tuż obok, mało estetyczne, zbudowane w pośpiechu w latach dwudziestych specjalnie dla uchodźców.

KSANTHI (Xanthi), pierwsza większa miejscowość po drodze, jest chyba najciekawszym miejscem na przerwę w podróży. Do czasu niedawnych zamieszek obie grupy etniczne żyły tu obok siebie — i nadal żyją, tyle że spoglądając na siebie z pewną nieufnością. Na ruchliwym targowisku można zaopatrzyć Się w świetne produkty spożywcze, tak greckie, jak i tureckie; na wzgórzu, na północ od głównego placu, przy którym ulokowało się mnóstwo kawiarni, rozpościera się bardzo atrakcyjna stara część miasta. W Ksanthi działa też od niedawna uniwersytet, który wnosi ożywczy powiew swobody i luzu, widoczny zwłaszcza w barach, kinach i klubach między bazarem a miasteczkiem studenckim. W miarę możliwości warto wybrać się na ogromny targ pod gołym niebem za nowym centrum handlowym we wschodniej części miasta, na którym co sobotę spotykają się Grecy, Turcy i Pomacy.

Przy wąskich, brukowanych uliczkach Starego Miasta stoi sporo przepięknych kamieniczek, czasem odrestaurowanych, czasem zapuszczonych, z malowanymi od zewnątrz ścianami, łukowatymi oknami i balkonami z kutego żelaza. Większość kamienic wybudowali w połowie XIX w. tutejsi zamożni handlarze tytoniem. W jednym z budynków, dawnej rezydencji dwóch braci, tytoniowych magnatów, powstało Muzeum Folkloru (godz. otwarcia zupełnie przypadkowe). Na ścianach i sufitach zachowały się — pieczołowicie odrestaurowane — drewniane boazerie i dekoracyjne tynki z motywami roślinnymi; wśród eksponatów podziwiać można trackie stroje ludowe i biżuterię oraz kolekcję pocztówek i bryłki tytoniu. Wyżej uliczki robią się coraz węższe i bardziej strome, coraz też silniej zaznacza się ich tureckość: większość kobiet ma zasłonięte twarze, a niektóre wręcz całe ciało. Kościoły i meczety schowane są za rzędami białych domków krytych czerwoną dachówką. Na ramach suszą się pomarańczowo-brązowe liście tytoniu. W najwyż­szym punkcie miasta znajduje się klasztor Panagia (udostępniany do zwiedzania; kobiety przed wejściem muszą zasłaniać nogi) oraz inny, zrujnowany monaster, z którego wspaniale widać Rodopy na północy i panoramę miasta z zamgloną, zieloną równiną na południu.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.